Wednesday, March 4, 2009

Powolnie...

No to zaczelam zajmowac sie powoli moja welna z Alpac. Na poczatek z pierwszego wora wyciagnelam cudna czekoladowa, mieciutka czesc z grzbietu Aodh'a. Aodh to chlopiec juz dwu letni, jednak ten wor zawieral zeszloroczne zbiory, czyli baby alpaca! Wyciagnelam do prania okolo 250g, po dokladnym obejrzeniu stwierdzilam, ze nawet nie taki brudny jakbym sie spodziewala po wszystkich tych przeczytanych informacjach, jak to Alpaki lubia sie tarzac w kurzu i blocie. Jak na moje oko w skali od 1 - 5 to gdzies 3, przy czym 1 to krystalicznia czystosc, a 5 to swiety turecki. 3 to bedzie gdzies godzinna zabawa czterolatka w piaskownicy, czyli znosnie. Troche pozostalosci po tarzaniu w postaci suchych zdzebel trawy i kawalkow zaschnietego blota bylo, ale raczej duze i latwo wyciagalne.
Potwornie sie balam, zeby niczego nie ufilcowac przypadkiem, wiec ostroznie wlozylam calosc do raczej letniej wody z rozpuszczonym mydlem miodowo-kokosowym. Poniewaz lamowate nie maja lanoliny tak jak owce, nie ma potrzeby stosowac szoku goraca aby ja wytracic. No i poniewaz tejze lanoliny nie posiadaja, mozna bez obawy o zatkanie rur, kapac je w wannie.
Tak tak, moi drodzy czytelnicy, lanolina potrafi zrobic niezle spustoszenie w kanalizacji.
Tak sobie ta welna lezala w tej wodzie i lezala z godzine i nie wydazylo sie nic spektakularnego. Troche brudu puscila, ale jakos nie specjalnie duzo. Operacje powtorzylam i po plukaniu drugim woda byla czysta. Rozwiesilam na dworze i dziekowac, nie wiem komu, akurat piekny sloneczny dzien sie zdazyl i wszystko wyschlo w trzy godzinki. Dalsze ogledziny wykazaly, ze jednak braz nie jest taki jednolity jak w worze wygladal, a ma delikatne przejscia tonalne, z czego w sumie bylam bardzo zadowolona, bo ja nie lubie jak cos plaskie jest.
Po uspieniu mojego potomka wzielam sie za czesanie, kurde mam reczne greple i idzie to straaasznie wolno. Okazalo sie tez, ze jednak welna sie nie doprala tak dobrze jak to wygladalo i w trakcie czesania nadal lecial z niej kurz. Nastepna partie zanim upiore przejade odkurzaczem :)
Zaczelam krecenie, kurde jakie to to cholerstwo jest sliskie. Zamiast uzywac mojej hi-speed bobin, krecie na bardzo malej szpuli, bo sie bardzo welna slizga i ucieka. Po zamianie z duzej na mala przedzie sie znacznie wolniej, ale duuuuzo latwiej. Poki co mam malutko, bo nie mam czasu na krecenie, no ale wyglada bardzo fajnie, co nie?
No ale zeby nie bylo, ze ja nic innego nie robie, to posadzilam na ogrodzie warzywa, a tu dzisiaj przymrozek :) zodkiewka wzejdzie, bo to jak chwast, wszedzie wyrosnie i o kazdej porze roku, obawiam sie jednak o marchewke, szczescie moje, ze syn moj najukochanszy schowal gdzies nasiona pietruszki i pory, bo przemarzly by na pewno.
A zeby zaspokoic moja tekstylna ciekawosc zasadzilam w domu bawelne... No i jest! Wyosla calkiem szybko okolo tygodnia czasu i kielki juz byly. Roslinki ze zdjecia w niedziele skoncza 3 tygodnie.

Aha, no i jeszcze na drutach tez porobilam w trakcie ogladania kabaretu Georga Carlina, gosc jest po prostu kompletnie bez skrupulow. Traktuje wszystko co nas otacza jak kompletna bzdure, ale teksty ma tak zabawne, ze boki mozna zrywac. Dla tych wszystkich, ktorzy nie wiedza, tylko w Polsce zdarzaja sie kabaretowe show: spiewam, tanczezrywam pomarancze. W Irlandii i tak generalnie w anglojezycznych krajach to zazwyczaj ktos stoi i gada - stand up comediant sie toto nazywa, o tak jak Kryszak na przyklad. Sorry za dygresje :) A wracajac do tematu: Z pierwszej mojej ukreconej i pofarbowanej welny powstaje oj! jamajka kamizelka. Jak zawsze welny mam za malo, ale ja polacze z czyms, jeszcze z czym nie wiem dokladnie. Sama sobie zycze powodzenia, bo opcje sa nieograniczone.

No comments:

Post a Comment