Monday, February 9, 2009

raz, raz, dwa, proba...

Poniewaz welny mam pod dostatkiem, takiej prosto z owcy obcietej, umowilam sie w niedziele z Aska, aby troche tej welny sprzeniewierzyc, czy to na filc, czy na krecenie, cokolwiek, zeby tylko cos porobic. Polowe z niej mialam juz uprana, wiec postanowilysmy cos ufarbowac. Ja poniewaz mikrofalowki z racji przekonania o szkodliwosci mikrofal nie posiadam, musze sie ratowac tradycyjnymi sposobami.
Ale, ale, oczywiscie ja, garnka nie bede brudzic, wiec wymyslilam, ze w sumie to tak naprawde do zlapania koloru nie potrzeba gotowania, a tylko wysoka temperatura, wiec skoro ziemniaki na parze mozna ugotowac, to dlaczego niedaloby sie welny. Tak tez uczynilysmy.
Poniewaz chlopaki moi wybrali sie na spacer, zeby mamy i cioci nie dreczyc, a aparat zabrali ze soba, dokumentacji z procesu farbowania nie mam. Sa za to fotki efektow naszej pracy. Tadda! Niektore coz... nie powalaja, ale pomarancz wyszedl elegancko. Oczywiscie welne nalezy jeszcze wyczesac, wiec nierownosci w kolorze sie troche zamarza. A na przyszlosc nauka z niedzielnego farbowania jest taka, ze trzeba welenke najpierw rozczesac, a potem farbowac, powinno (to akurat sprawdzic trzebaby) wyjsc mniej tonacji w kolorze.


No i jeszcze maly update czapki sahara sunshine. Oczywiscie warkocze sprulam, nie dlatego, ze mi sie dziabac nie chcialo, ale dlatego, ze wygladalo napackane, nie dosc, ze welna kolorowa, to jeszcze te nieszczesne warkocze, normalnie barok cala geba. teraz robie prosto, samymi prawymi i jest o wiele lepiej.

No comments:

Post a Comment